Naprawiamy wieże audio, magnetowidy VHS, TV, amplitunery, radia, magnetofony, odtwarzacze CD.
- SLD może najbardziej stracić na porażce. Wypadnie z koalicji współrządzącej miastem, a więc straci wpływ na wiele istotnych spraw - pisze radny Warszawy, wiceszef SDPL Bartosz Dominiak.
Pałac Kultury i Nauki od strony Muzeum Narodowego. PO – 37 mandatów, PiS – 19 mandatów i SLD – 4 mandaty.
Tak wyglądałby skład Rady Warszawy, gdyby w wyborach samorządowych powtórzyły się wyniki z I tury wyborów prezydenckich. Wynik Grzegorza Napieralskiego, określany przez niektórych sukcesem, w stolicy okazuje się klęską. Gigantyczną klęską.
Dziś lewica znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. I, paradoksalnie, w najtrudniejszej sytuacji jest SLD. Bo to SLD może najbardziej stracić na porażce. Wypadnie z koalicji współrządzącej miastem, a więc straci wpływ na wiele istotnych spraw. Dla pozostałych partii porażka nie będzie już tak dotkliwa. Ale SLD może też najwięcej zyskać, gdy zamiast porażki przyjdzie umiarkowany (bo na inny chyba nie ma szans) sukces.
Jak uzyskać umiarkowany sukces? Dziś w gronie stołecznej lewicy musimy odpowiedzieć, i to w dodatku bardzo szybko, na dwa proste pytania:
1) W jakiej konfiguracji stołeczna lewica ma pójść do wyborów, aby zmaksymalizować wynik?
2) Który lewicowy kandydat na prezydenta najmocniej pociągnie listy do Rady Warszawy?
Bez znalezienia odpowiedzi, która będzie gwarantowała uzyskanie poparcia do Rady Warszawy na poziomie co najmniej 15 procent (w 2006 r. LiD uzyskał 18 proc.), puszenie się tej czy innej partii, że inna nie będzie miała żadnego mandatu, jest bez sensu, jest zabawą w piaskownicy. Bo ta pusząca się partia też – nie licząc satysfakcji z kilku mandatów – nic nie będzie miała.
Chyba nie o to chodzi?
Bartosz Dominiak
Komentarze
Brak komentarzy.