Naprawiamy wieże audio, magnetowidy VHS, TV, amplitunery, radia, magnetofony, odtwarzacze CD.
19 grudnia 1922 roku pięćset tysięcy warszawian żegnała na ulicach stolicy zamordowanego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Gabriela Narutowicza. Uroczystości pogrzebowe trwały trzy dni i zakończyły się w podziemnej krypcie katedry św. Jana w Warszawie.
Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Gabriel Narutowicz 16 grudnia w gmachu Zachęty Sztuk Pięknych Eligiusz Niewiadomski zastrzelił Prezydenta RP. Po dwunastej dwanaście zamknięto drzwi Zachęty w której znajdowało się ciało Prezydenta. Dzień później zabalsamowane ciało Narutowicza wystawiono w sali audiencyjnej Belwederu. 19 grudnia w żałobnym kondukcie przewieziono ciało Prezydenta z Belwederu do Zamku Królewskiego. Na Alejach Ujazdowskich, Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu zebrały się ogromne tłumy warszawian, które żegnały karawan ciągnięty przez osiem koni.
Marszałek Józef Piłsudski nie uczestniczył w przewozie zwłok Prezydenta, oficjalną przyczyną było przeziębienie. W okolicach Zamku królewskiego doszło do próby zakłócenia konduktu żałobnego. Od następnego dnia, trumnie Prezydenta wystawionej w Sali Rycerskiej, hołd zaczęli oddawać warszawianie jak i Polacy z całego kraju.
Zabójstwo Prezydenta zostało błyskawicznie upolityczniono czego przykładam jest poniższy wiersz Juliana Tuwima. Spór na temat odpowiedzialności za tą śmierć trwa do dnia dzisiejszego. Przytoczmy został w kontekście zabójstwa Marka Rosiaka.
Pogrzeb prezydenta Narutowicza
Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni.
Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie,
Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni,
Chodźcie, głupcy, do okien - i patrzcie! i patrzcie!
Z Belwederu na Zamek, tętnicą Warszawy,
Alejami, Nowym Światem, Krakowskiem Przedmieściem,
Idzie kondukt żałobny, krepowy i krwawy:
Drugi raz Pan Prezydent jest dzisiaj na mieście.
Zimny, sztywny, zakryty chorągwią i kirem,
Jedzie Prezydent Martwy a wielki stokrotnie.
Nie odwracając oczu! Stać i patrzeć, zbiry!
Tak! Za karki was trzeba trzymać przy tym oknie!
Przez serce swe na wylot pogrzebem przeszyta,
Jak Jego pierś kulami, niech widzi stolica
Twarze wasze, zbrodniarze - i niech was przywita
Strasznym krzykiem milczenia żałobna ulica.
Komentarze
Brak komentarzy.