Naprawiamy wieże audio, magnetowidy VHS, TV, amplitunery, radia, magnetofony, odtwarzacze CD.
XXI wiek będzie wiekiem miast, na co wskazują globalne procesy modernizacyjne i tendencje w rozwoju metropolii. Do myślenia o mieście na miarę czasów, w których żyjemy, potrzebna jest mentalność miejska. Nie da się nim zarządzać niczym pańskim folwarkiem - pisze Bartłomiej Kozek przewodniczący koła warszawskiego Zielonych.
Fot. Joanna Erbel Bartłomiej Kozek jest przewodniczącym warszawskich Zielonych. Całkiem niedawno wynikła nam ciekawa dyskusja na temat przeszłości. Przedmiotem analizy stało się wyrażenie, które dziś już nieco przyblakło, ale niegdyś (tak do 1939) powtarzane było do znudzenia. Chodzi o nazywanie Warszawy "Paryżem Północy" - tytułem, który zresztą nie miała na wyłączność, wszak tego typu porównania przywoływano chociażby wobec Petersburga. Zdarza się, że ów termin interpretowany jest jako przejaw polskiej megalomanii i mocarstwowych pretensji. Nie jest to podejście nieuzasadnione - wystarczy zajrzeć na bloga projektu artystycznego "W pustyni i w puszczy" czy przypomnieć sobie działalność Ligi Morskiej i Kolonialnej w międzywojennej Polsce by zobaczyć, że termin może wpisywać się w całkiem bogate tradycje leczenia kompleksów wieloletniego braku państwa marzeniami o udziale w kolonialnym wyzysku. Może on jednak - w nowej rzeczywistości i w rozwijającym się nurcie myślenia o zrównoważonym, harmonijnie rozwijającym się mieście - służyć zupełnie innym celom, takim jak chociażby patronowanie budowie pozytywnej, miejskiej tożsamości.
Czy "Paryż Północy" kodować musi jedynie konotacje związane z leczeniem kompleksów narodowych? Niekoniecznie. Dla wielu osób, zawodowo lub hobbystycznie zajmujących się badaniem przeszłości Warszawy, wiąże się on z zupełnie innymi skojarzeniami. Pierwszym z brzegu może być tęsknota za niezrealizowanym, karłowatym w porównaniu do Europy Zachodniej mieszczaństwem, które literacko zrealizowało się w jednej "Lalce" Bolesława Prusa, po czym samo zaczęło uciekać do szlacheckich dworków, z których zresztą wyszła spora część polskiej inteligencki. Kultura mieszczańska ceni sobie inne wartości niż chłopska czy szlachecka, i choć samo mieszczaństwo się zmienia (i bardzo dobrze, trudno by dziś wytrzymać chociażby z jego obyczajową hipokryzją z okresu przed rokiem 1968), to jednak trzon jego myślenia o świecie zostaje. XXI wiek będzie wiekiem miast, na co wskazują globalne procesy modernizacyjne i tendencje w rozwoju metropolii. Do myślenia o mieście na miarę czasów, w których żyjemy, potrzebna jest mentalność miejska - nie da się nim zarządzać niczym pańskim folwarkiem. Słabość samorządnej wspólnoty miejskiej, przytłoczonej mitem "demokracji szlacheckiej", bierze się jeszcze z historycznego podziału ekonomicznego Europy wzdłuż Łaby - na świat kapitalistyczny i folwarczno-pańszczyźniany. To systemy wzajemnie wykluczające się, albo zatem mozolnie zbudujemy ową miejską wspólnotę, albo pozostaniemy niewolnicami i niewolnikami żupanów i kontuszy.
Komentarze
Brak komentarzy.