Wtorek, 22 maja 28°C Imieniny: Emila, Neleny, Romy

Moja Wawa

Paweł Burdzy, 2010-10-04 10:25

"Jesteśmy na swoim śmietniku. Coś się jednak dało się zrobić. Każda zmiana posuwa sprawy do przodu. Metro – chodzi i czyste jak nigdzie w świecie. Dwa mosty przez Wisłę. Poszerzony Wał Miedzeszyński i parę kilometrów ekspresówki do Marsa" - o Warszawie mówi Paweł Burdzy.

Pałac Kultury i Nauki od strony Muzeum Narodowego Pałac Kultury i Nauki od strony Muzeum Narodowego.

 Jest w Warszawie ulica Dowcip. Mała uliczka, a właściwie zarysowany kształt, idea, pomysł pomiędzy Czackiego a Mazowiecką. Jedna niebiesko-czerwona tablica z nazwą, żadnego numeru (wszystkie budynki to albo Czackiego, albo Marszałkowska), trochę informacji historycznych na ścianie budynku. Ulica powstała w latach 80. XIX wieku jako fortel właściciela posesji, przedsiębiorcy i spekulanta Adolfa Szmidta.

Sprytny ten warszawiak chciał zarobić na gruntach, ale problem stanowił zapis o tzw. prawie do światła dla właścicieli budynku przy Mazowieckiej 6 i 8: nikt nie mógł zasłonić widoku z okien na ogród mieszczący się wówczas na tyłach kościoła pod wezwaniem Świętego Krzyża (obecnie stoi tam budynek Ministerstwa Finansów). Szmidt kupił szeroką na 40 metrów parcelę obok i podzielił ją na trzy części.

Dwie skrajne sprzedał na działki budowlane, a najwęższy pasek pośrodku pozostawił pusty, aby nie przesłaniać widoku na ogród. I tak powstała ulica nazwana Dowcipem. Szmidt zbił fortunę, później zbankrutował a kamienice trafił szlag w warszawskim powstaniu w czterdziestym czwartym. Zostało tylko miejsce, kawałek wyasfaltowanej drogi z doczepioną legendą, które jest doskonałym symbolem Warszawy. Ze sprytem, przedsiębiorczością, dowcipem jej mieszkańców. Ale i zgliszczami sprzed lat sześćdziesięciu. Skorupą, formą, nazwą jaką pozostała ta „stara” Warszawa.

Ale ta Warszawa, jest wypełniana nową formą i treścią każdego dnia. Także przez tych wszystkich, którzy porzucają swe domy aby się tu osiedlić, wrosnąć, zaczynać od nowa, do wielkich rzeczy dorastać. Razem z miastem, w którym – jak głosi znany szlagier - „Hitler i Stalin zrobili co swoje”. Miastem, które kocha się jak własną matkę czy dziecko z poważną chorobą. Nawet z Pałacem Kultury czy pokracznym MDM, co rozpruwa niczym zły sen Marszałkowską i pokiereszował Piękną, Koszykową i Mokotowską.
 
Warszawa to zawsze byli ludzie, którzy przyszli "skądś". Weźmy historię najnowszą, powiedzmy XIX wiek. Jeśli w połowie stulecia mieszkało tu trzysta tysięcy ludzi, to na początku XX już milion. Hitler zredukował tę liczbę rodowitych warszawiaków do jakiś 250 tysięcy, a teraz przecież jest ponad dwa miliony i nie wynika to z jakiejś szczególnej rozrodczości autochtonów. 
 
Warszawa to nauka dlaczego zawsze warto być suwerennym. Kiedy w XIX wieku powstawały w Europie metropolie, gdy budowano wielkie budowle charakterystyczne dla tych miast do dzisiaj, nad Wisłą to był czas stracony. Ostatnie wielkie inwestycje publiczne to w XIX-wiecznej Warszawie czas Kongresówki. Po likwidacji resztek autonomii, warszawiacy swoimi podatkami – zamiast własnych – wspierali monumentalne gmachy Petersburga. Warszawa była miastem prowincjonalnym, ot stolicą jednej z guberni Cesarstwa Rosyjskiego.
Po Powstaniu Styczniowym zlikwidowano i te resztki samodzielności. Rosjanie zbudowali cytadelę i wprowadzili zakaz zabudowy innej niż drewniana, a nawet sadzenia wysokich drzew, żeby nie przesłaniać pola ostrzału armat. Kiedy Haussmann wytyczał bulwary wzdłuż Sekwany, u nas o bulwarach marzył Prus w „Lalce”. Całe miasto stłoczone było na stu kilometrach kwadratowych, bo Rosjanie nie pozwalali na rozrastanie się miasta poza wyznaczone granice.
 
Ale żeby nie było za łatwo (że wszystko przez ruskiego) – to za pierwszego prezydenta, rosyjskiego generała Sokrata Starynkiewicza postawiono lampy gazowe a ściągnięty z Anglii Lindley z synami wybudowali nowoczesny system wodociągów i kanalizacji. Te podziemne kanały to jedyna infrastruktura warszawska, która przetrwała prawie nietknięta zagładę miasta lat 1939-44 i późniejsze eksperymenty urbanistyczne.
 
Za Drugiej ErPe  Warszawa rozwijała się prężnie – mówiono o „Paryżu północy” i takie tam, a na samym Nowym Świecie było ze trzynaście kin. Rozumiesz czytelniku? T r z y n a ś c i e kin na przestrzeni kilometra, dwóch. Nawet w powstańczej Warszawie było coś niesamowitego: przez te sześćdziesiąt kilka dni istniało państwo, które wydawało „Dzienniki Ustaw”, wychodziło ponad sto dwadzieścia gazet powstańczych. S t o  d w a d z i e ś c i a - pewnie więcej niż wszystkich wychodzi dzisiaj, łącznie z dzielnicowymi i osiedlowymi. Ale tego już nie ma. Fachowcy od Hitlera niszczyli miasto w trzech etapach: 1939, likwidacja getta (i przerobienie wielkiej połaci w morze ruin), wreszcie Powstanie i dorzynanie po zakończeniu walk pod okiem Sowietów po drugiej stronie Wisły (bibliotekę na Koszykowej podpalili 16 stycznia, jak weszli kościuszkowcy jeszcze się tliło…).
A potem architekci, wyznawcy Stalina spaskudzili resztę. Nauczeni doświadczeniem i zdolnościami warszawiaków w stawianiu barykad, poszerzyli główne arterie miejskie (choćby Marszałkowska i Jerozolimskie, Plac Defilad, MDM) tak, aby pojazdy pancerne mogły się po nich poruszać bez przeszkód. Jeśli dodać do tego te puste przestrzenie w centrum, w zamierzeniu socjalistycznego architekta, kliny napowietrzające (żeby odprowadzać masy powietrza, pyłu i radioaktywnego kurzu po uderzeniu bomb atomowych) to wiesz drogi czytelniku, że nie było tu pieknie i fajnie. Chociaż bez przesady i nadmiernych egzaltacji – skoro można było przeżyć w zniszczonym Groznym, oblężonym Bejrucie czy innym Sarajewie, to na pewno dało się żyć i w jednej z najbrzydszych stolic Europy.
 
A dzisiaj? Czy jesteśmy suwerenami? Chyba nie do końca. Jest co prawda prezydent miasta, z jasną odpowiedzialnością, ale cała reszta ustroju sprawia wrażenie tekturowej fasady. Namnożyło się radnych, rad, urzędników, burmistrzów. Urzędują, zbierają się, wydają uchwały, ale wiele z tego nie wynika. Taka kolejna fasada, ta nasza warszawska samorządność. Opowiadał mi kolega, jak wyglądają obrady w dzielnicy: koalicja rządząca przegłosowuje co chce, z łaski dając (gdy się spieszy do domu) poprowadzić obrady tym z opozycji, połowa z 25 radnych przez cztery lata nawet nie zabrała głosu, a poza tym to jedno wielkie „bicie piany”, bo przecież nie ma tam żadnych, realnych uprawnień.
 
Ale jesteśmy na swoim śmietniku. Coś się jednak dało zrobić. Każda zmiana posuwa sprawy do przodu. Metro – chodzi i czyste jak nigdzie w świecie. Dwa mosty przez Wisłę. Poszerzony Wał Miedzeszyński i parę kilometrów ekspresówki do Marsa – przykład jak kilka, kilkanaście kilometrów zmienia cywilizacyjnie duże fragmenty miasta. Przykłady z różnych czasów i prezydentów, żeby nie było partyjnie. Nie chcę narzekać, od tego są tutaj inni. Chciałbym tylko, żeby kiedyś władzę w tym mieście objął ktoś, kto tu trochę żył, zna i czuje tutejszy klimat. Żeby znał się na zarządzaniu i nie bał się zatrudniać mądrzejszych ludzi. Żadnych nowych Piemontów prawicy czy lewicy, ani wiceprezesów partii jako prezydentów, ani trampolin do wyższych urzędów w państwie. No i żeby w końcu Ten Ktoś doprowadził do uchwalenia planu zagospodarowania przestrzennego dla całej Warszawy.

Komentarze (2)

  • smutny2010-10-04 20:13

    zbyt pesymistycznie, pomimo zakonczenia. Bylo jak bylo, moze czas spojrzec w przyszlosc:) Warszawa przez ostatnie 20 zmienila sie nie do poznania. Ci ktorzy pamietaja centrum sprzed 20 lat wiedza o czym mowa:) samo metro az na Mlociny zmienilo strukture miasta. Za malo to doceniamy. Minelo ZALEDWIE 20 lat:)

    + odpowiedz | cytujOceń: 0
  • nic2010-10-04 19:48

    Wykorzenione to wszytko. Ale wawa ma wielką moc aborcyjną

    + odpowiedz | cytujOceń: 0

Imię/nick:

Komentarz:

  Akceptuję warunki polityki prywatności.

 

Skorzystaj z naszej aplikacji

Nie przegap

Słówko dnia

Jacht
(ang. Yacht) statek różnego typu, rozmiaru i kształtu, najczęściej niewielki żaglowiec służący do celów sportowych lub turystycznych

Ostatnie wypowiedzi

reklama

Komentowane

Plusożercy

W obiektywie

  • Dialogi Penisa 2 (foto)
  • Taneczne walentynki (foto)
  • Festiwal Salsy w obiektywie (foto) cz.2
  • Festiwal Salsy w obiektywie (foto) cz. 3
  • Miedwiediew i Wulff w Warszawie (foto)
  • Festiwal Niewinni Czarodzieje 2010 (foto)
  • "Złota Rybka" dla Roberta Mazurka
  • Centrum Nauki Kopernik
  • Festiwal Salsy w obiektywie (foto) cz. 4
  • Świąteczna reklama w przedwojennej prasie (foto)
  • Święto Niepodległości w obiektywie (foto) cz.2