Naprawiamy wieże audio, magnetowidy VHS, TV, amplitunery, radia, magnetofony, odtwarzacze CD.
Mieszkaniec warszawskiej Białołęki wykazał się nie tylko niezwykłą odwagą, ale także zimną krwią i obywatelską wrażliwością. Wczoraj w nocy powstrzymał bandę złodziei plądrujących budowę.
Tak zwany "kogut" policyjnego radiowozu. Jak informuje Komenda Stołeczna Policji wydarzenie miał miejsce wczoraj w godzinach nocnych. Spacerujący po warszawskiej Białołęce mężczyzna z psem nagle usłyszał dobiegające z pobliskiej budowy odgłosy których nie mógł zidentyfikować. Zamiast zlekceważyć sytuację - jak uczyniłaby większość spacerowiczów - postanowił sprawdzić co tam się dzieje. Podszedł bliżej i zobaczył jak z dziury w ogrodzeniu wyłania się złodziej ciągnący za sobą elementy rusztowania. Spacerowicz natychmiast zatrzymał zdezorientowanego pasjonata cudzej własności.
Złodziej nie był jednak sam. Wkrótce tą samą drogą wyszło z terenu budowy jeszcze dwóch mężczyzn, którzy widząc interweniującego przechodnia z psem rzucili łup i wzięli nogi za pas. Bohater z Białołęki i tym razem nie stracił zimnej krwi. Posiadając przy sobie telefon komórkowy zadzwonił pod numer alarmowy Policji.
Po kilku minutach pojawili się funkcjonariusze, którzy przejęli zatrzymanego złodziejaszka oraz przystąpili do poszukiwań jego kompanów. Nie trwało to długo. To dość częsty przypadek. Najwidoczniej przeciętnie inteligentny oprych nie rozumie, że ucieczka dwie ulice dalej nie załatwia sprawy. Piotra Ł (40 lat) oraz Bogusława D. (59 lat) ujęto przy pobliskiej galerii handlowej.
Cała szajka znalazła się w komisariacie, gdzie spędzili resztę nocy. Dzisiaj mają im być przedstawione zarzuty. Wedle kodeksu karnego grozi im do 5 lat więzienia.
Komentarze
Brak komentarzy.