Awaryjne lądowanie na Okęciu, czyli pechowy lot z happy endem
jt, 2011-11-02 15:56 To było pierwsze takie lądowanie na warszawskim Okęciu. Na pokładzie było 230 osób. Mogło dojść do ogromnej tragedii.
Kabina pasażerska samolotu Z zapartym tchem świadkowie przyglądali się awaryjnemu lądowaniu Boeinga 767 linii z Newark do Warszawy, którego załoga usiłowała posadzić na płycie lotniska bez wysuniętego podwozia. Mistrzowski kunszt pilotów doprowadził do niemal równoczesnego zetknięcia się "brzucha" samolotu z płytą lotniska. Kolos sunął po pasie nie tracąc kierunku. Po chwili pojawiły się iskry wywołane tarciem prawego silnika o lądowisko. Obsługa lotniska była jednak przygotowana na ten scenariusz i powierzchnia pasa do lądowania została wcześniej polana specjalną substancją służącą do gaszenia pożarów cieczy ropopochodnych równocześnie natychmiastowo gasząc powstające iskry i zmniejszając tarcie pomiędzy betonem a konstrukcją samolotu.
Problemy lotu z Newark zaczęły się w około 30 minut po starcie. Załoga zorientowała się wówczas że najprawdopodobniej nastąpiła usterka centralnego systemu hydraulicznego. Jak poważna jest to awaria załoga przekonała się jednak niedługo przed lądowaniem kiedy okazało się, że nie wysunęło się podwozie. Samolot krążył przez około godzinę nad lotniskiem Okęcie próbując wypuścić podwozie oraz dokonując zrzutu nadmiaru paliwa przed lądowaniem.
W ostatnich minutach lotu Boeingowi 767 towarzyszyły polskie F-16, które eskortowały maszynę, a ich piloci mogli z zewnątrz ocenić przygotowanie podwozia do lądowania. Szybko potwierdzili to co przypuszczałą załoga, czyli konieczność lądowania "na brzuchu".
O powadze sytuacji pasażerowie byli informowani, ale bez zbędnych szczegółów. Kapitan przekazał informację o prawdopodobnym lądowaniu awaryjnym. Na pokładzie samolotu pomimo tragicznej perspektyw panował spokój. Nie było paniki.
Kapitan Tadeusz Wrona, pierwszy pilot który wylądował na Okęciu bez podwozia, w chwilę po udanym manewrze został okrzyknięty bohaterem. Gratulacje złożył mu prezydent Bronisław Komorowski, a użytkownicy Facebooka zakładali kolejne fanowskie strony. Przez media przetoczył się nawet nowo powstała sentencja: "Lataj jak Orzeł, ląduj jak Wrona".
Eksperci podkreślają mistrzowski poziom umiejętności pilota równocześnie zaznaczając, że nie bez znaczenia mogło być ogromne doświadczenie kpt. Wrony w szybownictwie, które jest jego hobby. Pozytywny wpływ na przebig operacji miał mieć również względnie dobre warunki atomosferyczne na Okęciu w momencie lądowania - na lotnisku prawie nie było wiatru.
Feralny lot zakończył się bez wątpienia ogromnym happy endem. Nikt poważnie nie ucierpiał w trakcie lądowania. O dalszym losie Boienga mają zdecydować eksperci producenta którzy ocenią czy samolot nadaje się do remontu, czy też powinien zostać ostatecznie wycofany z eksploatacji.
Komentarze
Brak komentarzy.