Naprawiamy wieże audio, magnetowidy VHS, TV, amplitunery, radia, magnetofony, odtwarzacze CD.
Pod takim hasłem łódzcy samorządowcy debatowali o problemie handlu „dopalaczami”. Walka z nimi trwa w pełni, wkrótce być może na każdej ulicy (na każdej dzielnicy już jest) będzie znajdował się niepozorny sklepik z legalnymi środkami psychotropowymi.
Fot. sxc.hu Liczba sklepów z „dopalaczami” wzrosła wielokrotnie w ciągu ostatniego roku, na ten moment jest ich około 300. Jak wiadomo najlepiej zarabia się na ludzkiej krzywdzie i biedzie. Co trzeba zrobić aby założyć tego typu sklep? Wystarczy standardowa działalność gospodarcza pozwalająca na handel i zakup „dopalaczy” u jednego z producentów.
W opcji najtańszej firmy dostarczające „dopalacze” godzą się na sprzedaż produktu po hurtowej cenie już od dwóch tysięcy złotych. Możliwa jest również opcja franchsingu, polegająca na specjalnym urządzeniu sklepu z dopalaczami, kosztuje to około 15 tysięcy złotych.
Czy nasze państwo poradzi sobie w walce z „dopalaczami”? Walce wydawałoby się beznadziejnej. Producenci praktycznie codziennie wprowadzają na rynek nowe lekko zmodyfikowane produkty. Jakie zatem przewidziane są przeciwdziałania?. Ograniczenie reklamy „dopalaczy”, błyskawiczne wpisywanie ich na listę szkodliwych produktów, wycofywanie z obrotu na 18 miesięcy. Czy to wystarczy, nie sądzę?. Z drugiej strony społeczny stosunek do narkotyków ma charakter coraz bardziej liberalny. Na jednej z konferencji która odbyła się z okazji Międzynarodowego Dnia Solidarności z Osobami Uzależnionymi od Substancji Psychoaktywnych „My, Narkopolacy?”, zaapelowano o zalegalizowanie posiadania nieznacznych ilości narkotyków. Quo vadis Polacy?
Komentarze
Brak komentarzy.