Naprawiamy wieże audio, magnetowidy VHS, TV, amplitunery, radia, magnetofony, odtwarzacze CD.
W tym tygodniu doszło prawdopodobnie do pierwszego strajku zielarzy w historii Polski. W środę na dwie godziny zabarykadowali oni wejście do Sejmu. Zapowiadało się groźnie w czasie demonstracji jeden z wiceministrów nazwany został katem branży.
Jednak zielarki i zielarze to jednak nie górnicy, hutnicy czy stoczniowcy, którzy potrafią zatrzymać całe miasto i zdemolować znaczną jego część. Mimo wszystko udało się metodami Gandhiego osiągnąć cień porozumienia.
Chodzi o zakaz sprzedaży w sklepach zielarsko-medycznych około 1000 produktów. Jest on motywowany tym, iż w „zielarniach” nie pracują dyplomowani specjaliści, czyli magistrowie farmacji. Może to doprowadzić jakoby do tragicznych skutków. Zielarze skupieni w Izbie Zielarsko-Medycznej i Drogeryjnej postanowili zorganizować więc protest i poparli go około 40 tysiącami podpisów swoich klientów. Cała sprawa wiąże się z katastrofalną sytuacją całej branży, powiązanej z producentami np. zdrowej żywności. Według zielarzy resort zdrowia w sposób nieuzasadniony dybie na całą branżę, zakazując punktom zielarsko-medycznych sprzedaży swojego tradycyjnego asortymentu typu rutinoscorbin, witaminę C. Jak cała sprawa się skończy? Wydaje się, iż lobby zielarskie jest nieporównywalnie bardziej mniej wpływowe niż farmaceutyczni konkurenci. Halo zaraz, jaki lobbing, przecież w naszym 40 mln kraju w sejmie akredytowanych jest zaledwie kilku lobbystów instytucjonalnych. Wszystko wskazuje na to, iż warszawiacy celem wypicia „ziółek” będą musieli wkrótce opuścić mury swojego występnego miasta.
Komentarze (2)
lepiej dopalacze promować
@damian:
hahaha XD :)