Zdrowy jak ryba
t.w., 2010-04-13 11:19 Mimo, iż naukowcy jednoznacznie twierdzą, iż ryba w naszym jadłospisie może zasadniczo przyczynić się do poprawy naszego zdrowia, jej spożycie w Polsce od lat rośnie nieznacznie i jest kilkakrotnie mniejsze w porównaniu z innymi europejskimi społeczeństwami.
Fot. sxc.hu Jedzenie ryby optymalizuje przemianę materii, obniża ciśnienie krwi, przeciwdziała miażdżycy, czy mimo tej wiedzy ma ona specjalne miejsce na naszych stołach?.
Dość głośne kampanie społeczne namawiające do jedzenia ryb oraz eksponujące jej pozytywne dla zdrowia zalety, jak na razie nie przyczyniły się do zmiany faktu, iż pod względem ilości spożywanych w naszym kraju ryb tradycyjnie plasujemy się w końcówce państw europejskich. Jest jednak światełko w rybim tunelu, według badań w ciągu roku jemy do 13 kg ryb, specjaliści mówią o 10% wzroście w okresie minionych dwóch trzech lat. Niewątpliwie przyczynia się do tego faktu zwiększająca się świadomość konsumencka oraz dbałość o to co jemy. O tym jak długa droga przed nami świadczy fakt, iż statystyczny europejczyk je co najmniej dwa razy więcej ryb rocznie (Skandynawowie i mieszkańcy Europy południowej wielokrotnie więcej) i jak wskazują prognozy Organizacji Narodów Zjednoczonych do Spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) spożycie ich będzie dynamicznie rosło.
Przyjrzyjmy się zatem szczegółowo co daje nam jedzenie ryb. Składają się one głównie z wody, białka i tłuszczu. Ten ostatni jako jedyny tłuszcz zwierzęcy jest całkowicie zdrowy dla człowieka, zresztą mamy do wybory ryby "chude" takie jak popularny dorsz czy szczupak, które zawierają około 1% tłuszczy, jak też ryby bardziej tłuste jak łosoś, makrela, śledź czy węgorz, w tych ostaniach zawartość tłuszczu przekracza 5%. Tłuszcz, który leczy nie powinien być jednak nam wrogi, a tak jest w tym przypadku ponieważ zawiera on kwasy omega-3, które sprzyjają wzmocnieniu odporności i łagodzą procesy zapalne. Świadomość konsumencka to jedno, a radykalne poszerzenie asortymentu przetworów rybnych, w tym owoców morza to kolejny czynnik, który może i powoduje wzrost konsumpcji ryby. W wielu krajach ryby stanowią podstawę "piramidy żywnościowej" u nas dominuje kultura kotleta i ziemniaka. Według badań marketingowych Polacy często wskazują, iż jednym z głównych problemów w zwiększeniu obecności ryby na naszym stole to jej cena. Zakładać zatem należy, iż wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa zwiększać się będzie konsumpcję rybek. Jak zatem jeść ryby? Ryby świeże lub mrożone najlepsze są kiedy gotujemy je na parze, pieczemy w folii, dusimy lub smażymy na oliwie, tak przyrządzona ryba nie traci nic ze swoich kwasów tłuszczowych. To teoria w praktyce zaś cały świat z Polkami włącznie preferuje "Fish and chips", czyli ryba smażona w głębokim oleju wraz z frytkami.
Handlowcy dzielą produkty rybne na trzy grupy: ryby puszkowe, marynowane i ostanie najatrakcyjniejsze ryby świeże i wędzone.
Dominującym asortymentem ryb w puszkach tradycyjnie są przetwory w sosie pomidorowym i oleju, ta sytuacja dynamicznie się zmienia w związku z coraz większym zapotrzebowaniem na wszelkiego rodzaju sałatki rybne bazujące na łososiu, makreli czy tuńczyku. Jeśli chodzi o filety puszkowe to najczęściej kupowane są ryby morskie takie jak mintaj i śledź, jeśli chodzi o ryby świeże to możemy tu mówić o morszczuku, pandze, mintaju, mirunie, łososiu. W statystykach handlowych zwraca uwagę bardzo słaba pozycja znakomitych polskich ryb słodkowodnych takich jak sandacz, szczupak, lin.
Rynek ryb ma charakter sezonowy, zakup świeżej ryby w dużym mieście graniczy z cudem. Państwo nie bardzo przykładało się do rozwoju tej gałęzi przemysłu spożywczego. Mimo wszytko w kulturze kulinarnej Polaków ryba ma silną pozycję i nie mówią tu o świątecznym karpiu. W małych specjalistycznych sklepach można kupić znakomitą świeżą rybę, rybę wędzona zimnym dymem i tym podobne frykasy. Gorąco zachęcamy do odrobiny konsumenckiego wysiłku celem zdobycia produktu najwyższej jakości, np świeżego karasie w cenie nie wyższej niż 8 zł za kg.
Komentarze (1)
zal